Damy radę, czyli Przehyba z dzieciakami

Dobra ekipa w górach - to podstawa ;)Dobra ekipa w górach - to podstawa ;)Kiedy zacząć chodzić w góry z dziećmi? Kiedy Wam pasuje. Pod warunkiem, że dzieci są przygotowane do wyjścia. Mimo, że nasze miały już sporo kilometrów w nogach - to jednak do wypadu na Przehybę podchodziliśmy z lekkimi obawami.

Damy radę?

Przehybę zdaje się, że zna każdy, kto choć trochę łazi w górach. Większość mówi - "przehybka", bo co w niej trudnego? Ot, spacerek. Czy jednak na pewno? Idąc znakowanym niebieskim szlakiem z Rytra można "zarobić" 18 punktów GOT. To całkiem sporo jak na "spacerek". Suma przewyższeń to nieco ponad 900 metrów. Robi wrażenie? Powinno, bo na sam szczyt wcale nie tak łatwo sie doczłapać.

Ale słowo się rzekło, noclegi zarezerwowane. Idziemy nieco większą grupa. W sumie czwóreczka dzieciaków (5l. 5l. 9l. 11l.). By oszczędzić im parokilometrowego spaceru asfaltem - podjeżdżamy samochodami ile się da pod szlak. Pod Leśniczówkę.

Woda "ze skały" - mega atrakcja!Woda "ze skały" - mega atrakcja!Pierwsze metry - to "rozbiegówka". Humory dopisują. Super atrakcją staje się źródełko. Mieszczuchy ze zdziwieniem konsumują fakt, że można pić taką wodę ze skały.

Pierwsza zadyszka pojawia się zaraz za drewnianym mostkiem. Wdżary Niżne. Może niżne - ale wyjść trzeba. Kamienista ścieżka nieubłaganie pnie się w górę. Dodatkowo mocne słońce sprawia, że dzieci dość szybko domagają się odpoczynku.

Założyliśmy sobie, że nie będziemy się spieszyć. To ma być fun, a nie bieg w stronę szczytu. Zatrzymujemy się, by chwilkę odpocząć. Takich małych przerw będzie sporo. Bez bicia przyznam, że w końcowym etapie podejścia stały się irytujące...

Drzewo na drodze

Zbieramy się coraz wyżej. Nie idzie źle. Ale gdzieś w okolicach Wietrznych Dziur nagle załamuje się pogoda. Przehyba, czy nie - góry to góry - z szacunkiem trzeba. Silny, zimny wiatr spycha nas nieco ze szlaku w stronę małego wału. Chowamy się za nim, by przeczekać to uderzenie natury.

Kamienie i ciągle pod górę - zmęczy każdego!Kamienie i ciągle pod górę - zmęczy każdego!Dzieci są wniebowzięte. Wreszcie jakaś przygoda.

Jak się okazuje nie ostatnia tego dnia. Wiatr ustępuje tak szybko jak się pojawił, ale paręset metrów dalej - na drodze stają nam ogromne wiatrołomy.

Dla dorosłego - przeszkoda z gatunku lajtowych. Dla kogoś kto ma "metr w kapeluszu" pokonanie powalonego na środku ścieżki iglaka - jest nie lada wyzwaniem. Z pomocą sztuczek akrobacyjnych oraz "wind ręcznych" - jakoś się nam udaje.

Niestety, wiatrołomy będą stawały na naszej drodze jeszcze nie raz.

Mozolnie pełzniemy w górę. Krok za krokiem. Dzieciaki już nie uśmiechają się tak często. Zmęczenie daje im się solidnie we znaki. Stopujemy na Wielkiej Przehybie. Rodziele szlaków, kawałek łąki i Snickers na przegrychę - robią robotę.

Wąską ścieżka zakończoną finalnym podejściem udaje się nam dotrzeć.

Spać? To nie dla mnie ;)Spać? To nie dla mnie ;)Fascynujące są możliwości ludzkiego organizmu. Jeszcze kilkanaście minut temu dzieci ledwo ruszały nogami. Teraz biegną na złamanie karku.

Szczyt

Patrząc na przebieg dnia - byłem w stu procentach pewien, że po dotarciu do schroniska - jedynym miejscem o jakim będą marzyć dzieci będzie łóżko. Nic bardziej mylnego. Z zapasem sił dodatkowych urządzały kolejne zabawy. Zgodziły się na podróż w ramiona Morfeusza dopiero po zmroku.

Zupka chińska z menażki - zamiast kolacji. Powiedzcie sami - czy można nie kochać wypadów w góry?

Po mocno przespanej nocy i śniadaniu "z konserwy" (kolejna atrakcja) wyruszamy w drogę powrotną. Także niebieskim szlakiem (tylko początek czerwonym).

I po imprezie

Jak nie my to kto? Taaaaaaaa-daaaaaam;)Jak nie my to kto? Taaaaaaaa-daaaaaam;)Drugi dzień przebiega wedle podobnego scenariusza, jaki obowiązywał w pierwszym dniu.

Wiatrołomy, schodzenie, mały odpoczynek, wiatrołomy, schodzenie, mały odpoczynek, wiatrołomy...

Wreszcie sławetny drewniany mostek, jakieś półtora kilimetra po szutrowej dojazdówce i znów meldujemy się znów przy źródełku. Zimna woda zawsze cudownie smakuje po wysiłku fizycznym.

Warto było?

Tak - na pewno.

Dzieciaki jeszcze z dwa tygodnie przeżywały wyjście na Przehybę. Dla dorosłych - to też spore wyzwanie. W górach, bywa niebezpiecznie - i od tej myśli trudno się uwolnić, gdy idzie się z dziećmi.

Nie mówimy - weźcie pociechy w góry. Ale nie mówimy też - nie bierzcie. Jeśli sami jesteście doświadczeni w zbieraniu szlaków i jeśli Wasze dzieci mają za sobą mniejsze wyprawy - to na Przehybę też dacie radę.

Oczywiście - wszystko z głową.

mg

 

GALERIA

Data wyprawy: 24-25 maja 2014.

Trasa przejścia - Rytro - Przehyba (niebieski/czerwony)
Przehyba - Rytro (czerwony/niebieski)

Ocena trasy (skala 0-5) :

  1.             Trudność: 3
  2.             Walory widokowe: 3
  3.             Miodność przejścia: 4

Endomondo - dzień pierwszyEndomondo - dzień pierwszy

 

prze2prze2

Bookmark and Share

Ostatnie galerie

R E K L A M Y


  drobny200


 

Polecamy


 

kja  dt  zapiski   am